Zobacz również: Bobowa24.pl
Praca dla cieśli, budowlańców w Niemczech, Stawki w euro
12 września 2014 || Mateusz Książkiewicz || W kategorii: Kultura, Szalowa
Sala wypełniona po brzegi czyli koncert Szalowskiego Zespołu Wokalnego (TV)
Sala wypełniona po brzegi czyli koncert Szalowskiego Zespołu Wokalnego (TV)

Zeszłej niedzieli w Wiejskim Ośrodku Kultury w Szalowej odbył koncert Szalowskiego Zespołu Wokalnego (SZeW). Kilkuosobowa grupa pasjonatów muzyki oraz profesjonalistów wykonała kilkanaście utworów w opracowaniu na cztery głosy a cappella.

Po brzegi wypełniła się nie tylko sala widowiskowa, ale również na prowadzącym do niej korytarzu było tłoczno. Wśród widowni znaleźli się samorządowcy, księża, mieszkańcy oraz liczne grono gości z okolicznych, jak i dalszych miejscowości. Niewątpliwie muzyka, którą rozbrzmiewał podczas koncertu dom ludowy, była prawdziwą ucztą dla duszy. Dzięki zróżnicowanemu programowi każdy widz mógł posłuchać czegoś bliskiego sercu. Koncert ciekawie poprowadził duet Ania Szczerba oraz Sławek Gąsior.

„Dzisiejszy koncert przygotowywany był przez trzy ostatnie miesiące – mówi Maria Dziedzic, dyrygent Szalowskiego Zespołu Wokalnego. Program był zróżnicowany, dlatego podzieliśmy go na trzy części. W przerwach pomiędzy nimi występowali zaproszeni przez nas goście: śpiewała wokalistka Akademii Muzycznej, wystąpił duet – skrzypce, akordeon oraz członkini naszego zespołu – Ola – zagrała swój remix na fortepianie, utwory filmowe i z radia. Przygotowywaliśmy się praktycznie przez całe wakacje, poświęcając swój wolny czas, aby się spotkać, uczestniczyć w próbach. Wtedy też miał miejsce nasz wspólny wyjazd do Zakopanego, gdzie praktycznie spędzaliśmy ze sobą całe dnie, ćwiczyliśmy. Śpiewaliśmy również dla ludzi w Zakopanem – to też nam dużo dało przed koncertem, obycie się z ludźmi. Był to nasz pierwszy koncert przed publicznością i mam nadzieję, że nie ostatni. Do tego, aby mógł się on odbyć, przyczyniły się takie osoby jak wójt, sołtys, dyrektor szkoły, dyrektor szkoły muzycznej. Dzięki nim mogliśmy tutaj być z taką obsługą, z dużą ilością sprzętu, z którego mogliśmy korzystać. Pragnę także podziękować wszystkim członkom Szalowskiego Zespołu Wokalnego za to, że są chętni wspólnie śpiewać, spędzać czas, muzykować i dzielić się muzyczną wrażliwością ze wszystkimi wokoło. W zespole są przede wszystkim ludzie, którzy chcą śpiewać i na dodatek potrafią to dobrze robić, chcą poświęcać swój czas, bo to jest mnóstwo pracy, nie tylko podczas prób, ale własnej z programem, z nutami i każdy z nas ćwiczy kiedy może. Jesteśmy głównie z Szalowej, jest jedna osoba z sąsiedniej miejscowości. Od początku istnienia zespołu skład nieco się zmieniał. Było nas dwanaścioro, w tym momencie zespół liczy dziesięć osób. Zobaczymy co będzie dalej, bo różne sytuacje losowe wypadają, ale spotykamy się, umawiamy się na próby i śpiewamy. Członkowie SZeWu to osoby, które uczą się w szkole średniej, jak również pracujący.”

„Na początku zamysł był taki, że zebraliśmy się w grupce kilku osób i chcieliśmy pośpiewać trochę kolęd – zbliżał się okres Bożego Narodzenia – opowiada o początkach zespołu Szczepan Sorota, członek SZeWu. Od zawsze byliśmy związani z muzyką czterogłosową i dlatego ją wybraliśmy. Najpierw w szkole muzycznej wzięliśmy jakieś nutki i powoli jakoś to zaczęło iskrzyć. Boże Narodzenie się skończyło, a my myśleliśmy, co robić dalej. Potem Wielkanoc, inne święta religijne. Później z racji, że chcieliśmy zróżnicować repertuar, sięgnęliśmy po rozrywkę. Tak się to zazębiło i z dnia na dzień, dzięki regularnym próbom powstał Szalowski Zespół Wokalny. Traktujemy to jako rozrywkę. Jest kilka osób, które kształcą się muzycznie, np. Marysia – Akademia Muzyczna, ale większość z nas robi zupełnie inne rzeczy, pracuje w innych zawodach. Są studenci, jest z nami kleryk. Na razie jest to forma rozrywki i pewnie tak zostanie, bo chcemy się bawić muzyką. Na koncercie było dużo naszych znajomych, ale również nowych gości. Na początku był stres, ale taki mobilizujący. Powszechnie wiadomo, że jak się ma dla kogo śpiewać, to jest tak lepiej.”

 

 

fot. Michał Niemaszyk