
Od dawna śledzimy losy bocianów, które zbudowały gniazdo naprzeciwko posterunku policji w Łużnej. Jest w tym coś pięknego i refleksyjnego, a cały cykl przypomina nam, jak szybko upływa czas. Nasi czytelnicy również lubią podglądać bocianią rodzinę. Niestety natura bywa nieubłagana – silne wiatry dały się we znaki. Na szczęście dzięki błyskawicznej interwencji pracowników Urzędu Gminy nie wszystko jest stracone
Początkiem czerwca na zdjęciach z drona udało nam się uchwycić pisklaki. Parka bocianów doczekała się 5 młodych! Martwiliśmy się wtedy, czy dorosłe osobniki nie wyrzucą ich z gniazda. W tym zakresie rzeczywistość bywa brutalna i zwycięża naturalna selekcja.
Na ratunek
Kapryśna pogoda i ostatnie silne wiatry przyniosły katastrofalne skutki dla młodych bocianów. Drzewo – stare i spróchniałe – na którym zostało założone gniazdo, runęło do pobliskiego strumienia. Niestety czworo piskląt nie przeżyło upadku…
Ocalało jedno młode. Zajęli się nim pracownicy Urzędu Gminy w Łużnej. Aby sprawdzić stan małego, pisklę przekazali w odpowiednie ręce. Na miejscu zjawił się pracownik Fundacji „Dziki Projekt”, czyli ośrodka rehabilitacyjnego dla dzikich zwierząt. Jakie są rokowania?
– Z pisklęciem jest wszystko w porządku. Ładnie je i przybiera na wadze, tak że jesteśmy dobrej myśli. Wykonaliśmy pełną diagnostykę. Zdjęcia rentgenowskie wykluczyły złamania czy rozległe urazy, które mogłyby przyczynić się do groźnych powikłań. Sytuacja wydaje się bezpieczna. Natomiast warto pamiętać, że to dzikie zwierzę i nie możemy w 100% zapewnić, że uda się je uratować – poinformował nas dr Wojciech Wójcik, założyciel „Dzikiego Projektu”.
Nowa instalacja – czy się przyjmie?
Mieszkańcy Łużnej nie mogli przejść obojętnie wobec tej sytuacji. Wraz z pracownikami Zakładu Gospodarki Komunalnej udało się zbudować gniazdo po drugiej stronie rzeki. Na betonowym słupie owinęli wierzbą metalową konstrukcję, a do środka włożyli gałęzie ze starego gniazda. Jeszcze wczoraj bociany krążyły wokół, zapewne szukając młodych. Sytuacja jest dynamiczna. Początkowo pojawił się pomysł, aby podrzucić pisklę rodzicom pod warunkiem, że zaadaptują się w nowym gnieździe i będą tam przesiadywać. Jak się później okazało, bociany zaczęły budować swoje gniazdo w innym miejscu.
– Jesteśmy w kontakcie z mieszkańcami, którzy na bieżąco nas informują o sprawie. Na ten moment najbardziej prawdopodobny scenariusz to podrzucenie pisklęcia innej rodzinie. Tego typu adopcje zazwyczaj się udają. Czekamy jeszcze na potwierdzenie, że ptaki nie skorzystały z platformy. Wszystko się wyjaśni w najbliższych dniach – dodał dr Wojciech Wójcik.
Będziemy więc z niecierpliwością wypatrywać młodego w nowym lokum.

















